Taboo. Gra niewypowiedzianych słów

Czas start!… jest to taki przedmiot, który do użycia wymaga kilku osób, np. sprawdza się w trakcie imprezy. Używanie przedmiotu polega na tym, że mówi się o różnych rzeczach, nie wypowiadając jednocześnie wyrazów zakazanych. Reszta osób ma zgadywać o jaką rzecz chodzi…

Proste? Proste. A ile przy tym zabawy!

Oczywiście powyższy opis dotyczył Gry Taboo – gry, która pozwoli niejedno drętwe spotkanie zmienić we wzajemne chwytanie się za boki ze śmiechu.

Kilka faktów (i komentarzy):

Wiek graczy: 13+ Gracze muszą znać słowa, które opisują, a im szersza kompetencja językowa, tym większe prawdopodobieństwo wygranej. Gra podoba się niezależnie od wieku, a wiele interesujących partii może być rozegrana także z babcią i dziadkiem!
Liczba graczy: 4+ E tam – doświadczenie mówi, że w dwie-trzy osoby też gra się znakomicie, jeśli tylko odrobinę zmieni się zasady i gra dla zabawy. Jednoosobowo gra się naprawdę trudno, wymaga to pewnej specyfiki umysłu.
Czas gry:  podobno 60 minut Tak naprawdę czas bardzo zależy od graczy – można grać cały wieczór, można grać 15 minut w oczekiwaniu na autobus. Jeden obrót klepsydry to 1 minuta.
Przeznacze-nie gry: Gra świetna na imprezę (łamanie lodów zagwarantowane), choć znakomicie sprawdza się także na zwykłych spotkaniach i w podróży (wystarczy spakować karty do woreczka razem z klepsydrą i mamy wersję mobilną).
Cena: Już od około 75 złotych – warto poszukać różnego rodzaju promocji i wyprzedaży, bo proponowana przez niektóre sklepy cena prawie 100 złotych, to chyba trochę za dużo za piszczałkę, klepsydrę i kartoniki z hasłami.

Krótko o zasadach

Gra faktycznie polega na tym, że dana osoba ma opisać słowo, nie używając pewnych wyróżnionych wyrazów, wypisanych na kartonikach (w pudełku ponad 1000 słów do zgadnięcia). Przykładowo słowami zakazanymi (tabu) są w przypadku słowa OMLET: jajko, patelnia, jajecznica, śniadanie, okrągły. I nie liczmy na to, że gdy będziemy męczyć się przy naszym omlecie ktoś nie zauważy, że przemyciliśmy jajka – twórcy gry przewidzieli słabości charakteru człowieka i, zgodnie z instrukcją, zawsze jesteśmy pilnowani przez osobę z drużyny przeciwnej. Jeśli tylko wypowiemy zakazane słowo (co zdarza się mimo chęci i woli), złośliwy przeciwnik naciska na urokliwą piszczałkę, która wydaje dźwięk bebeep! (dźwięk oddziałuje prawie tak stresująco jak słynny ZONK).

Nowa wersja gry (z 2013 r.) prócz klasycznego podziału na dwie drużyny, które rywalizują o punkty (odgadnięte słowo = punkt) wprowadziła „kostkę zmieniającą grę”. Taboo_17Dzięki temu robi się jeszcze ciekawiej – zależnie od efektu rzutu: hasła zgaduje jedna osoba, hasła zgaduje się w podwojonym czasie, obie drużyny zgadują hasło itp. Twórcy polecają to rozwiązanie dla osób, które opanowały klasyczną wersję gry.

Uwagi dodatkowe:

Z grą Taboo (choć dotyczy to także innych gier) jest związane pewne ryzyko, co jednak wynika bardziej z osobowości graczy, a z nie samych zasad. Spotkaliśmy się jednak z sytuacjami fuczenia i okrzyków typu: „No co lubię najbardziej?? No co???” przy jednoczesnym machaniu rękami w stronę współgraczy nieznających odpowiedzi. Dlatego proponując grę znajomym, warto uwzględnić możliwe podniesienie temperatury w pomieszczeniu, co jest tym bardziej zabawne, jeśli oczywiście nie dojdzie do rękoczynów (samo machanie się nie liczy).

Jeśli 1000 słów przygotowanych przez twórców gry Taboo to dla Ciebie za mało, w internecie można znaleźć wzoryTaboo_19 nowych kart (np. tutaj). Wydaje się jednak, że słowa te spokojnie wystarczą na wiele dobrych partii.

Jeśli uczestników gry Taboo jest naprawdę dużo, można zaktywizować wszystkich lekko zmieniając zasady. Wtedy jedna osoba opowiada dane hasło, druga ją pilnuje (bebeep!), a cała reszta zgaduje. Wówczas jednak trudno gromadzić punkty, a przynajmniej jest to dość skomplikowane (pytanie czy przyznawać punkty jednocześnie osobom, która opisywała hasło i tej, która zgadła).

Podsumowując…

Zamiast imprezy polegającej na wspólnym oglądaniu filmików na youtubie lub smętnym kiwaniu głowami (pod hasłem „najlepsze imprezy są w kuchni”) w kuchni właśnie, warto zaproponować sobie i swoim przyjaciołom trochę intelektualnej rozrywki, śmiechu po pachy i adrenaliny rywalizacji. Prawdopodobnie* gra Taboo sprawdzi się w każdym towarzystwie, które potrafi mówić po polsku (angielska wersja gry też jest znakomitym wyzwaniem) i robi to odrobinę bardziej świadomie.

Potwór gotowy zeżreć ciasteczka.

*prawdopodobieństwo zamiast pewności wynika z faktu, że istnieją spotkania towarzyskie, polegające na wspólnym zabijaniu potworów czy strzelaniu goli.

W takich wypadkach gra sprawdzić się może, acz nie musi – bywają chwile, w których zabicie potwora jest ważniejsze niż tysiąc słów.

 Nasza ocena – Taboo

Gosia
Ocena:
5
Bardzo lubię tę grę i faktycznie sprawdza się na większych imprezach, nawet wśród osób, które pozostają sceptyczne względem innych planszówek. Na mniejszych spotkaniach można potraktować ją jako starter lub przerywnik, między bardziej poważnymi rozgrywkami. Pewną wadą gry może być cena, ale wydaje się, że warto – jednokrotny wydatek na wiele godzin rozrywki dla wielu uczestników wychodzi taniej niż bilety do kina.
Ania
Ocena:
4
Taboo to prosta i przyjemna zabawa towarzyska. Na pewno w większym gronie sprawdzi się jako typowy "przełamywacz lodów" wśród imprezowiczów. Podczas rozgrywki na szczęście nie trzeba opisywać i zgadywać nazwisk celebrytów - co jest moją piętą Achillesa. Osobiście jednak nie jestem fanką tego typu gier. Zdecydowanie wolę skupić się na łupieniu wiosek lub handlu z graczami niż zgadywaniu lub opisywaniu danego wyrazu.
Paweł
Ocena:
3
Taboo jest jedną z kilku gier imprezowych, w które miałem okazję zagrać. Nie jest najlepsza w tym zestawieniu, ale na pewno znajduje się w czołówce. Zgodnie z instrukcją można w nią grać już w 4 osoby, jednak moim zdaniem najlepsza zabawa zaczyna się od co najmniej 6 osób. Piszczałka dołączona do gry świetnie imituje dźwięki błędów z różnych programów telewizyjnych. Gra powinna spodobać się osobom, które lubią wytężyć umysł podczas spotkania ze znajomymi.
Dominik
Ocena:
5
Taboo to jedna z najlepszych gier na imprezy. Jedynym wymaganiem jest chwila skupienia przy tłumaczeniu zasad, a następnie rozpoczyna się ciekawa, dynamiczna gra wymagająca sporej kreatywności! Lodołamacz najwyższej klasy. Do dzisiaj pamiętam triumfy z piszczałką w ręku. Dużą zaletą jest forma wydania gry, wystarczy wziąć kilkadziesiąt kart (każda ma 4 hasła) na wycieczkę aby zapewnić sobie wspaniałą rozrywkę w czasie podróży.
Bestie[Mapek] Grymliny i inni dwunożni są zawsze bardzo zaaferowani przy tej grze... Przez godzinę w ogóle nie zwracają na nas uwagi!
[Chmurka] MRAU! Mapku! Dzięki temu my możemy obmyślać plany podboju świata! Albo, albo... spać!
[Mapek] No tak... Gdyby tylko nie ta upierdliwa piszczałka...

2 thoughts on “Taboo. Gra niewypowiedzianych słów

  1. Pingback: Party Time - recenzja na stronie grymliny.pl

Dodaj komentarz